Portal o pracy w kraju i za granicą

praca w Toledo, głupi żart?

Praca w Toledo, głupi żart?

Mieszkam w Oławie k. Wrocławia, mam żonę i małego synka. Niestety cały problem w tym, ze mieszkamy razem z teściami. Nie ma, co prawda prawie zadanych konfliktów, ale jednak trochę ciasno. Postanowiliśmy, z zona, żebym poszukał pracy za granica. A ponieważ stwierdziliśmy, ze w Anglii czy Irlandii naszych rodaków jest juz komplet to wybraliśmy Hiszpanie, przynajmniej cieplutko. Przed świętami Bożego Narodzenia zostawiłem ogłoszenie, ze szukam pracy w Hiszpanii na stronie gdzie było forum o pracy za granica.

 Nie czekałem długo na odzew na moja pocztę mail przyszły trzy oferty pracy od jednego pośrednika. Ponieważ w Polsce pracowałem jako magazynier wiec zainteresowała mnie jedna z ofert gdzie proponowano prace w Toledo na magazynie budowlanym za 9 € na godzinę. Wiec zadzwoniłem do tego mojego "wybawcy" z Hiszpanii, dzięki któremu myślałem, ze stanę materialnie na nogach. Odebrała przemiła z głosu kobieta. Rozmawiałem z nią chyba z 20 minut. Poza jej miłym głosem przekonało mnie do niej to, ze nie bierze żadnych pieniędzy za pośrednictwo. Powiedziała, ze ma wszystko ugadane z Hiszpanem w ten sposób, ze na każdą przepracowana przeze mnie godzinę wpada jej do portfela 2 €. Pytam jeszcze o język hiszpański - powiedziała, ze nie potrzebuje tam za wiele wiedzieć. To, co mi będzie potrzebne to szybko nauczę sie na miejscu. Myślę, kurcze jest ok., Co mi tam przecież nikt nikomu bezinteresownie w tych czasach nie pomaga. Niech se weźmie te dwa euro i tak będzie dobrze. Powiedziałem, ze sie naradzę z zona i znowu zadzwonię. Na moje nieszczęście uzgodniliśmy, ze, czemu by nie spróbować. Zadzwoniłem ponownie. Odebrała. Tym razem dogadaliśmy sie odnośnie mojego lokum i terminu wyjazdu. Wszystko wydawało sie być jak w najlepszym porządku - pokój w Toledo za 200€ na mnie czeka a i praca również, bo "...Przecież taki doświadczony magazynier to wygryzł od razu innych kandydatów z Polski..." - Tak mi zamydliła oczy. Apropos samych pieniędzy na wyjazd - to dostałem pare groszy za starego Escorta, na którego w Polsce ciężko pracowałem. Ponieważ oferta pracy nie mogła na mnie długo czekać wiec od razu wziąłem, sie za załatwianie transportu. Zarezerwowałem bilet z Pragi do Madrytu tanimi liniami Air Europa a następnie bilet autokarem z Wrocławia do Pragi. Przed samym wyjazdem zadzwoniłem, żeby potwierdzić swoje przybycie. Wszystko w porządku, pokój na mnie czeka. Lece. Przyleciałem do Madrytu i od razu skierowałem sie metrem na stacje kolejowa, aby kupić bilet do upragnionego Toledo. Przed samym wyjazdem pociągiem jeszcze zadzwoniłem, ze wyjeżdżam i będę za 35 min w Toledo. Powiedziała mi, ze jak tylko juz przyjadę abym zadzwonił. Było po 22 jak wysiadłem z pociągu w Toledo. Oczarował mnie piękny i zabytkowy dworzec, do tego wszystkiego ten optymizm i furia szczęścia, ze nareszcie odmieni sie mój, zony i synka los. Spodziewałem się sie, ze lekko nie będzie, ale liczyłem w głowie pieniądze za każdy przepracowany miesiąc i marzenie o mieszkaniu stało się realne i nie aż tak bardzo odlegle. Dzwonie. Odbiera, ma dalej ten dźwięczny, miły glos niczym telemarketera. Mówi żebym chwilkę poczekał, ze juz po mnie wyjeżdża. I tutaj czar zaczyna pryskać... Czekam godzinne. Dzwonie nie odbiera. Czekam kolejne 10 min, dzwonie nadal nie odbiera. Napisałem esemesa, co sie stało, czy wszystko w porządku? Nie odpisała. Co gorsza wyłączyła telefon. I od razu łapała mnie jej poczta głosowa. Zadzwoniłem do zony żeby sie nie martwiła i skłamałem ja, ze wszystko jest w porządku - nie wierząc w to, ze może mnie taka krzywda spotkać. Jednak z każdą minuta zacząłem sie niecierpliwić, zrobiło sie chłodno i pusto, miasto spało. Zostałem sam na rondzie na przeciwko dworca kolejowego. Minęła godzina 1 w nocy stwierdziłem, ze nie ma, co stać, trzeba poczekać na dworcu do rana.

 Okazało sie, ze stacja została zamknięta i otwierają ja o 6 rano. No cóż wyruszyłem na miasto. Spacerowałem i zacząłem sobie zdawać sprawę, w jakiej jestem sytuacji. Mam w portfelu 30 € i nie mam gdzie spać. Zatrzymałem nadjeżdżający patrol policji. Pojawił się sie problem ze zrozumieniem mnie. Tak sie nagadałem z nimi, ze mnie aż ręce od tego dogadywania bolały. Na koniec powiedzieli mi gdzie znajduje sie tani hotel. Powiedziałem, ze nie mam kasy na hotel. Rozłożyli ręce w geście, ze im przykro i odjechali. Tyle tylko byli mi w stanie pomoc. W tym momencie, qrwa, ze tak brzydko powiem juz mnie to wszystko zaczęło pomału przerażać. Kręciłem sie bezczynnie cala noc po mieście, zmarzłem okropnie. Kiedy o w pół do szóstej czekałem na otwarcie dworca to cały sie trzęsłem z zimna i nie mogłem ustać na nogach ze zmęczenia. O 6 otworzyli dworzec. Od razu padłem jak martwy na ławce, zasnąłem. O godzinie 9 obudziła mnie jakaś sprzątaczka pytając czy mam bilet - bo jako jedyny śpię na larwce i nie pasuje do hiszpańskiego luksusu. Powiedziałem, ze nie. Popatrzyła na mnie ja na kloszarda i odeszła. Zadzwoniłem ponownie do mojej pracodawczyni nie odebrała a za chwile wyłączyła telefon. Tak sie skończyła moja przygoda w Toledo. Nie rozumiem jednak do teraz, jaki miała w tym interes, aby mnie w takie błoto wpierdzielic. Co było dalej? Tak na wszelki wypadek przed wyjazdem do Hiszpanii wziąłem numer od kolegi z Oławy do jego wujka Mariusza. Zadzwoniłem do Mariusza, który mieszkał po drugiej stronie Madrytu w Alcala de Henares. Odebrała jego zona Kasia - powiedziała, ze w takiej sytuacji abym do nich zajechal cos sie pomyśli. No i pożegnałem Toledo. Obecnie nadal jestem w Hiszpanii. Mariusz z Kasia oraz kilku poznanych później znajomych pomogło mi znaleźć prace i pokój. Ale nie jest kolorowo i kokosów nie mam. Nikomu nie życzę takiej wycieczki i przestrzegam. Płakać mi sie chce na sama myśl o tym wszystkim. Pozdrawiam bardzo serdecznie.

comments

Właścicielem portalu jest Ewa Urbańska - Orneta - www.urbanska.info

Top Desktop version