Portal o pracy w kraju i za granicą

POMIDORY WŁOCHY

Na początku maja skorzystałem z oferty pracy we Włoszech. Znalazłem ją pod nr 608728009. Miałaby to być praca przy sadzeniu pomidorów albo w Candeli, albo w Avelino. Opłata 550zł w busie. Kierowca o imieniu ZBYSZEK jeździ białym Mercedesem Sprinterem o nr rejestracyjnym KPO 3597 zawiózł nas ale nie tam gdzie powinien. Więc u gospodarza zrobi sie nagle 9 polaków i 4 bułgarów. Oczywiście z takim zapleczem ludzi płaca była na wysokości 15euro i szła w dół. To była miejscowość LESINA a bamber ma na imię SALVADOR. Posrednikiem byłoczywiście polak TOMEK. Na szczęście nikt mu kasy nie dał. Kase miał dostać dopiero jak znajdzie prace. Dobrą. No i znalazł. Zawiózł nas tam lodówą(taki rodzaj samochodu). Jak wysiedliśmy(oczywiscie nie wiadomo gdzie)zobaczyliśmy dwa budynki i samo pole. Nic więcej. Buda bez wody,prądu,kibelka. Nic. Drugi budynek to bar właściciela gdzie trzeba było robić zakupy. Ceny kosmiczne. No i dwa pitbule do pilnowania. Pośrednikiem na tym polu był gość o ksywie KROPEK. Zawodowy narkoman. Więc jak się ściemniło wyruszyliśmy polami w kierunku świateł. Szliśmy około 25 kilosów z plecakami,torbami i żalem że tu przyjechaliśmy.Udało nam sie dotrzeć do miejscowości LUCENA. Stamtąd autobusem do Foggi no i z Foggi autokarem za 70 euro do Polski. Było nas 9tka. 6stka dała się namówić na pracę jakiemuś polakowi który kupił im bilety na pociąg i tyle ich widziałem. Nie mam z nimi kontaktu. Ja i i teść z zięciem wrócilismy do polski. Pożyczyłem im 20 euro bo im zabrakło ni i telefonów już nie odbierają. Niestety moja mentalność nie pozwoliła mi ich tam zostawić. Tak więc widzicie że najgorsze w tym wszystkim jest to że jesteśmy w dupę kopani przez swoich ziomali. Gdybym nie znał ani slowa po włosku to pewnie byśmy tam zgnili. WIĘC NIE JEDŹCIE TAM GDIE NIE JESTEŚCIE PEWNI I NIE ZNACIE JĘZYKA. POWODZONKA

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wszystko zaczeło się od ogłoszenia w prasie

"praca przy zbiorach, zapewnione zakwaterowanie i przejazd"

bylam głupia i naiwna.zdecydowalam pojechac.wyjazd byl z Wrocławia.podjechal bus i razem z kolega wsiedlismy wraz z inna grupą ludzi jadacych do pracy. od tego momentu działy sie dziwne i niepokojące rzeczy. mielismy jechac przez granice polsko-niemiecka.tuz przed nia pobrano od nas pieniadze za przejazd (600 zł). nagla kierowca busa dostal tel.i zawrocilismy, po czym trasa zostala zmieniona.pojechalismy przez Czechy. Dlaczego? do dzis nie wiadomo! w czechach na parkingu spotlismy sie z jeszcze 3 busami (powiazanymi ze soba) ktorzy pozniej jechali za nami.dojechalismy do miejscowosci Mondragone.kazano nam wysiac.wyszla po nas kopieta (z pochodzenia polka)i zaprosila do swojego domu, po czym busy odjechaly.kobieta zarzadala po 150 euro za zalatwienie pracy, ktorej miala dopiero szukac.a wiec pracy przy zbiorach nie bylo i to byla fikcja.kazano nam czekac na prace w tragicznych warunkach (góra domu nalezala do dyspozycji włascicielki.tam byl komfort i wygoda."przyszli pracownicy koczowali w piwnicy dzie byl syf i smrod oraz braz łazienki, łóżęk itp.).jeszcze tego samego dnia kobieta "posredniczka zawołała mnie do siebie , na góre i oznajmila ze mam dla mnie prace.w pokoju bylo jeszcze dwoch mężczyzn (wlochów)ktorzy caly czas mnie obserwowali.jeden z nich mial byc moim przyszlym pracodowca, drugi - maz posredniczki.kobieta powiedzila ze praca jest w pubie i nie mam sie czego bac.praca w innym miescie, wyjazd natychmiast.kiedy odmowilam, powiedziala mi ze nie zaproponuje mi juz innej pracy i mam sie wynosic.bylam zdesperowana.przez godzine nie wiedzialam co robic. sluchalam opini innych, jedni radzili - jedź, inni - absolutnie.postanowilam zarezykowac.Pracodawca okazal sie ok, praca tez nie byla zła -pracowalam za barem, mieszkalam w duzym domu z innymi pracownikami pubu ( a własciwie z ukraińska rodzina ktora tam pracowala).po dniach zaczelam zauwazac dziwne rzeczy.dziwne bylo to ze nikt nie chcial ode mnie zaplaty za mieszkanie - a mialam duzy,oddzielny pokój, z dostepem do kuchni i łazienki, traktowano mnie b.dobrze, a nawet zadobrze.inni pracowali tam b.dlugo i ciągle dostawali za cos ochrzan, a pomimo tego ze nic nie umialam (bo przeciez jechalam pracowac przy zbiorach!)nigdy nie dostalam ochrzanu. pracowalam tylko za brarem, przyjmując pieniadze i wydajac towar,tymczasem inni biegali ze szczotką i szmatą sprzatając lokal.do pracy przywozono mi jedzenie (owoce morza, pizze, makarony). a wiec zaczelam sie zastanowiac co jest grane. nikt mnie nie sprawdzal ani nie kontrolowal w pracy i czesto dawali mi prezenty.czy to nie dziwnepo dwoch tygodniach dowiedzialam sie od klijentow baru ze moimi pracodawcami (2 braci)jest mafia, i oni beda chcieli ode mnie czegos wiecej, a narazie chca mnie "oswoic". nastepnego dnia spakowalam sie i ucieklam. dzieki pomocy polaka dostalam prace w innym miescie i tam juz pozostalam.mi sie udalo.mialam póżniej dobrą prace (w restauracji)i miłych pracodawców z ktorymi sie zaprzyjazniłam, ale widziałam co sie działao z innymi...wracali bez pieniędzy, często bez dokumentów do Polski, inni byli zmuszani do ciezkich prac za co im nie płacono, a jeszcze inni do prostytucji.
Gdyby nie pomoc innych...nie wiem jak by sie to skonczylo! dzis mam dreszcze jak pomysle co ja wtedy przeżyłam. los nauczył mnie ze nie można byc naiwnym i wierzyc w to co zapewniaja inni.przestrzgajcie sie nieuczciwych pośredników, oferujących prace we Włoszech. wiem, ze nawet teraz pojawiaja sie ogłoszenia w prasie o pracy na południu Włoch, nie wierzcie w to!

Ściągnij sobie e-booka o pracy we Włoszech wspomnienia kobiety - super sprawa, polecam, za free, całkowicie darmo

comments

Właścicielem portalu jest Ewa Urbańska - Orneta - www.urbanska.info

Top Desktop version