Portal o pracy w kraju i za granicą

Uwaga rozlewnia wód i fabryka papierosów

Uwaga na ogłoszenia z poniedziałkowej wyborczej:

1. Praca Anglia - Zakłady tytoniu - zakwaterowanie tel. 0044 785 8120150

2. Praca Anglia - Rozlewnia wód gazowych i napoi. Tel 0044 790 8016995 i 0044 8018167

Oszukany.pl dostał kolejny sygnał o szajce dającej ogłoszenia drobne w Gazecie Wyborczej. Cytuje tekst który dostałam:

 

Mam apel do wszystkich którzy kontaktują się lub mają dopiero zamiar skontaktować się z numerem podanym w GAZECIE WYBORCZEJ - praca w rozlewni wód itp. Mój brat i kumpel tam pojechali zostali wywiezieni i wzięto od nich po 160 Funtów. Na szczęście puszczono ich całych ale stracili pieniądze. Uważajcie na tą dziwke która odbiera telefony. ludzie nie dajcie się nabić temu facetowi w butelkę, rozmawiałem dzis z gościem z Londynu który skonfrontował namiary na tego "niby pracownika fabryki" załatwiającego pracę, jego kuzyni pojechali w niedzielę zostali odebrani z dworca, na szybko kazano im się rozliczyc z kasy za mieszkanie, home office z góry tylko kluczy nie dostali i dobrze że mają tam rodzine bo spali by na ulicy, a ten gościu z jakąś panienką mają na wszystkich sposób że niby bardzo się spieszą, wszystko wyglada pięknie i wspaniale ale prawda jest taka że Polak Polaka to by w łyżce wody utopił i ten gostek to fabrykę widział ale pewno przez dziurę w murze. czekam na informację od osób któe miały okazję natknąc się na tą ofertę i na ludzi którzy nie zostali w porę ostrzeżeni.

Nie dali się londyńskim oszustom

Ziemowit Nowak

Młodzi kielczanie

nie dali się okraść parze oszustów w Londynie, którzy obiecali im pracę. Sprawą zajęła się angielska policja, ale podejrzana kobieta wciąż się ogłasza - Nie dajcie się nabierać, posłuchajcie, co się przydarzyło moim wnukom - mówi Hieronima Jach. To jej wnuczka o mały włos nie straciła wszystkich pieniędzy, jakie miała na mieszkanie i pierwsze dni w Londynie. Trójka młodych kielczan - pani Anna, jej szwagier Rafał i jego kolega Mariusz [nazwiska znane redakcji] - postanowili wyjechać do pracy do Londynu. Przeczytali ogłoszenie w prasie: "Praca, Anglia. Rozlewnia wód gazowych i napoi zatrudni od zaraz mężczyzn i kobiety, z zakwaterowaniem". I numery telefonów w Anglii, jak się okazuje - komórkowych. Przed wyjazdem kilka razy dzwonili pod numery z ogłoszenia. Dowiadywali się, co to za fabryka i gdzie mają mieszkać. Potem przez znajomych w Londynie sprawdzili, że rzeczywiście taki dom, gdzie mieli mieszkać, i taka fabryka istnieją. Jak się okazuje, to nie wystarczyło. Kiedy znaleźli się na dworcu Victoria Green Station i skontaktowali się z osobą z ogłoszenia, przyjechał po nich mężczyzna średniego wzrostu, mówiący po polsku, ale niechętnie. - Nie mogłam z niego nawet wydobyć, jak ma na imię - opowiada przez telefon pani Anna. Mężczyzna wywiózł ich autobusem do odległej dzielnicy Slought. Wysiedli na ostatnim przystanku. Zaprowadził ich do obskurnego domu. - Tam siedziała niby nasza "supervisorka", powiedziała, że ma na imię Ewa. Takiej brudnej i zaniedbanej kobiety dawno nie widziałam - opowiada pani Anna. Zażądała od każdego z Polaków 250 funtów za "mieszkanie, kaucję i ubezpieczenie". Kiedy powiedzieli, że tyle nie mają, opuściła do 180, resztę mieli oddać po tygodniu pracy. - Kiedy wychodziliśmy z domu, usłyszałam, jak kobieta zamyka na zatrzask drzwi - mówi pani Anna. Wspólnik "Ewy" zamówił taksówkę, ale kiedy kielczanie już mieli do niej wsiadać, podjechał inny samochód, z kierowcą i polskim małżeństwem. - Oni zaczęli krzyczeć: ,,Odbierajcie pieniądze, to oszuści"! - opowiada kobieta. Rafał i Mariusz zaczęli się dobijać do drzwi, otwarł im siedmio- czy ośmioletni chłopczyk. - Powiedział, że mama przeprasza, i oddał nam pieniądze - mówi Anna. Ale na miejsce już przyjechała policja. Polacy złożyli zeznania na posterunku. - Policja nas potraktowała bardzo dobrze, sumiennie. Zadzwonili po polskiego tłumacza. Poczęstowano nas wodą, herbatą, dali nam hotel policyjny ze śniadaniem. Powiedziano nam, jakie mamy prawa. Tłumacz oznajmił, że to nie jest pierwszy przypadek. Usłyszeliśmy, że to gang. Im chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze - opowiada pani Anna. Tymczasem podejrzana kobieta dalej rekrutuje pracowników. Kiedy w piątek zadzwoniliśmy pod numer z ogłoszenia, naszemu reporterowi też zaproponowała pracę. - Płaca za siedem funtów brutto na godzinę, ale nie mamy miejsc teraz, bo cała grupa już jedzie. Może w poniedziałek coś się zwolni, proszę zadzwonić. To praca w rozlewni wód, na produkcji, "production line" - powiedział kobiecy głos. Skontaktowaliśmy się z londyńską policją. Oszustki nie udało się jeszcze zatrzymać. - Więcej szczegółów w tej sprawie będziemy znać w poniedziałek - Andrew Spencer, oficer prasowy Metropolitan Police w Londynie.

link do orginału tekstu

comments

Właścicielem portalu jest Ewa Urbańska - Orneta - www.urbanska.info

Top Desktop version