Portal o pracy w kraju i za granicą

Worldwide Office Service

Worldwide Office Service oszukuje już siedem lat Poszkodowani listy piszą (W.O.S.). Jako jej przedstawiciel od lat działa zarejestrowana w Nysie firma Barbary Wierdak ???Pośrednictwo w Biznesie". Niedawno prokuratur a w tym mieście umorzyła postępowanie w jej sprawie. Czyżby nie było mocnych na poczynania nyskiego pośrednika? Zgłosił się do nas Stanisław W. z województwa opolskiego, prawdziwy weteran bojów z firmą pani Wierdak i jej zagranicznymi wspólnikami. Stosowne formularze wypełnił jeszcze w 1997 roku. Wtedy też wpłacił 100 złotych na rzecz firmy z Nysy i dalsze 250 mar ek na konto firmy Göbel & Partner (dzisiaj bardziej znana pod nazwą W.O.S., właściciel ciągle ten sam: Carsten-Dirk Göbel). Sprawa ciągnęła się latami. Do załatwienia obiecanej pracy na Zachodzie nigdy nie doszło. W końcu Stanisław W. postanowił osobiści e wyjaśnić przyczyny swego niepowodzenia i pojechał do Niemiec, do Edemissen pod adres, na który wysyłał korespondencję. Było to maju 2001 roku. Wizyta w Niemczech Edemissen to małe, skromne miasteczko. Pod wskazanym adresem (Bäckerplatz 4) stoi zwykły jednorodzinny dom. Na froncie żadnej tablicy czy informacji, tylko na skrzynce mała nalepka z napisem: Fa. Göbel & Partner. Po naciśnięciu guzika na progu domu uka zał się mężczyzna około czterdziestki, jak się szybko okazało, Polak z pochodzenia i nawet z nazwiska, niejaki Polok. lub Pollok. Gdy dowiedział się w czym rzecz, że to nie żadna towarzyska wizyta, nie chciał w ogóle rozmawiać. W końcu, zapewne pod pre sją ciekawskich sąsiadów, wpuścił nieproszonego gościa do domu. Rozmowa była krótka. Dopiero teraz, po czterech latach, Stanisław W. dowiedział się oficjalnie, że jego sprawa utknęła, gdyż na adres firmy nie dotarła stosowna wpłata (owe 250 marek). Pono ć przesyłka (list wartościowy) zaginęła gdzieś na poczcie. Na odchodnym Polok zaproponował – niejako na otarcie łez - że ostatecznie może znajdzie jesienią jakąś pracę dla Stanisława W., w swoim przydomowym ogrodzie. Po tej wizycie Stanisław W. wysłał pismo do Niemiec z kategorycznym żądaniem zwrotu poniesionych kosztów. W odpowiedzi otrzymał list następującej treści: ???Szanowny Panie, bezczelność i brak kultury nie popłaca. Akta wycofujemy i dobrze Pan wie (bo był pan u nas osobiście), że od Pana żadnej wpłaty nie było!!! Był Pan tutaj 11.05.01 i też w Urzędzie Pracy. Jest tam Pan na indeksie! Pozwolenia wydają tylko tym co potrzebują!” (nieczytelny podpis) Stanisław W. pofatygował się także do pośrednika w Nysie. Biuro pani Barbary Wierdak mieści się w zwykłym mieszkaniu. Jest biurko, telefon, fax... Tamże umyli ręce i całą winę zwalili na niemieckiego wspólnika. Sprawa wlecze się już siedem lat. Znowu obraźliwe bazgroły Henryka W. miała pecha i trafiła na firmę FORMAX S.C. A. Miśkiewicz & R. Miśkiewicz. Zasady i procedury te same co zwykle, punkt docelowy - W.O.S. - Firma zapewniała mnie o sukcesach, że dzwonią do nich ludzie dziękując za załatwienie pracy, że czekali maksymalnie do sześciu miesięcy. Za przysłanie ankiety pobrano kwotę 97 zł otych, a później ???zabawa". Najpierw 20 euro za weryfikację, potem 120 euro do Holandii za ???pomoc i pośrednictwo przy załatwianiu zezwolenia na pracę ". Pieniądze wysłaliśmy 4 marca 2003 roku. Listem wartościowym, bo takie było żądanie. Potem było czekani e, czekanie, czekanie... W czerwcu napisałam do nich list z żądaniem zwrotu chociaż części wydanych pieniędzy. W odpowiedzi otrzymałam mój własny list z bazgrołami na dole kartki. ???Szanowni Państwo, Wasze zgłoszenia nie dotyczyły żadnej pracy!!! Czy czytaliście przynajmniej co zleciliście i co podpisaliście, czy to chodziło o zezwolenie?! na pracę?!” (nieczytelny podpis) Owe ordynarne bazgroły zostały napisane tym samym charakterem pisma jakim straszono niegdyś Stanisława W. z województwa opolskiego. Tu i tam ten sam nieczytelny podpis. Ciekawe kto jest autorem tej korespondencji? Chyba nie sam szef Carsten-Dirk Gobel, k tóry raczej po polsku nie kuma. W takim razie może Pan Polok z Edemissen? Pani Wierdak zwraca pieniądze Waldemar S. z Radomia zawierzył, jak wielu innych, pośrednikowi z Częstochowy, a potem firmie z Nysy. Opłacił wszystko jak należy, ale wstrzymał się z ostatnią wpłatą 100 euro. - Napisałem do Niemiec, że 20 euro to wszystko, a 100 euro zapłacę z pierwsz ych poborów za granicą. Gdy dostałem odpowiedź z Niemiec doznałem szoku i uświadomiłem sobie, że to oszuści. Szanująca się firma niemiecka wysłałaby odpowiedź na firmowym papierze i w łagodnym tonie. Ja zaś otrzymałem jako odpowiedź kilka obraźliwych zda ń wplątanych między zdania na moim własnym liście... Napisałem również pismo do Nysy o zwrot 115 złotych pod groźbą przekazania sprawy do prokuratury. Pani Wierdak oddała mi 75 złotych twierdząc, że reszta to jej koszty poniesione w mojej sprawie. Także w tym przypadku odpowiedź napisana bazgrołami została popełniona tym samym charakterem pisma, co w dwóch wcześniejszych przypadkach. Ciekawe, że tym razem pośrednictwo z Nysy zdecydowało się na zwrot części wydatków. Czyżby wystarczyło postraszenie prokuraturą? W takim razie, wszyscy inni poszkodowani, też mają prawo do zwrotu choćby owych 75 złotych. Czyż nie mam racji Pani Barbaro W ierdak? Listy, listy, listy Otrzymaliśmy ponadto kilka dalszych listów w sprawie afery W.O.S. Wszyscy w podobny sposób czują się oszukani. Zapłacili, a w zamian żadnych konkretów. W jednym z listów pojawiły się dane nowego pośrednika, tym razem niejakiego Edmunda Mistarza ze Sławna , który na firmowej pieczątce podaje się za autoryzowanego przedstawiciela firmy Worldwide Office Service, a jako kontakt podaje telefon komórkowy. Ktoś inny (Maria M. z Włoszczowej) podaje, że dała się skusić na ofertę firmy z Nysy, gdyż ich ogłoszenia spotkała w prasie już w 2000 roku. Zaufała, bo ???oszust nie utrzymałby się tak długo". Taktyka W.O.S. Dzięki Waszym listom, drodzy Czytelnicy, powoli rysuje się pełny obraz działalności Carstena-Dirk Göbel i jego polskiej pajęczyny pośredników. Proceder trwa już siedem lat, jeśli nie dłużej. Cały pomysł polega na dzieleniu odpowiedzialności na kolejnych pośredników. Trudno potem dociec, kto za co odpowiada. Świetny był też pomysł na rozciągnięcie w czasie terminu realizacji zlecenia (do 18 miesięcy). Ludzie płacą zaraz, a potem przez półtora roku nie mogą nawet się odwołać. Kolejna złota myśl to żądanie wysyłania pieniędzy do Niemiec w listach wartościowych. W razie czego zawsze można udać, że przesyłka nie dotarła. Pan Göbel, jak widać, ma głowę na karku i na brak pomysłów raczej nie narzeka. Ciekawe, jaki szwindel obmyśla w tej chwili? Ze starym będz ie musiał chyba się rozstać. Józef Leszczyński P.S. Zwracam się z publicznym apelem do Pani Barbary Wierdak, właścicielki firmy Pośrednictwo w Biznesie. Prosimy podać nam nazwisko i kontakt chociaż do jednej osoby, która uzyskała pracę za Waszym i firmy W.O.S. pośrednictwem
comments

Właścicielem portalu jest Ewa Urbańska - Orneta - www.urbanska.info

Top Desktop version